by Gosia, le 07/08/19
Ostatni dzień w Sarajevie pożegnał nas deszczem. Wracalismy do mieszkania po plecaki, aby dalej kierować się na wschód, do Belgradu. Łapalismy taksówkę na moście, na którym zginął w 1914 roku austriacki książe Franciszek Ferdynand i ktore to wydarzenie dało początek I wojnie światowej. Lało jak z cebra i rozpętała się siarczysta burza. Wpakowaliśmy się w piątkę z ulgą do poobijanego Forda, znowu jakby trochę nielegalnie. Mody kierowca ponagla – dalej, dalej, policja !!! Nasze niewielkie jeszcze doświadczenie z bałkańskimi taksówkami wskazuje jasno na pewien fakt : pasy sa jedynie zbędnym dodatkiem do auta;) Plan był nastepujący ; dojechac do stancji, zabrać bagaże i jechać na dworzec. Nie wiadomo dlaczego Seba podaje taksowkarzowi mylny komunikat „ Na dworzec proszę”! Ok, Ok, kuma kierowca, choć nie mowi ani słowa po angielsku. Seba prostuje swój bład ; » euuu, najpierw do hotelu, a potem na dworzec ». Ja w tym czasie szukam gorączkowo adresu kwatery w telefonie. Zniecierpliwiony kierowca zaczyna krzyczeć przez ramię w moim kierunku : » adres, adres” !!! Przewracam zestresowana strony i za Chiny Ludowe nie mogę znależć adresu naszego Airbnb. Ciśnienie w aucie rośnie. Seba przytomnością umysłu kieruje kierowcę z grubsza po miescie, ale on nadal domaga się precyzyjnej informacji, grzmiąc zza kierownicy i grubo gestykulujac « adres, adres”!!! Trąbi też na nieudaczników, którym nie wiadomo kto dał prawo jazdy;) Sytuacja jest dosyć komiczna : dzieciaki duszą się ze śmiechu, a nasz przewoznik, niczym wytrawny kierowca Formuły 1, pruje przez miasto i wchodzi w zakręty tak, jakby wykonywał ostatni kurs życia. Jak będzie nam dane jeszcze się o tym przekonać, nadmierna prędkość jest cechą wsólną bałkańskich kierowcow. Choć ma to pewien smaczek, nie powiem : jest adrenalina, dzieciaki pekaja ze smiechu, a ja trzymam je za rękaw, aby nie wypadły z samochodu na zakrętach;) Kiedy dotarlismy już na miejsce, taximan łypnął nieprzychylnie spod oka na plecaki, bo chyba miał już dosyć niezośnych turystów i ich zachciewajek. Po upchnięciu bagaży w aucie pomkneliśmy dalej, pod wypogadzajacym się już niebem Sarajeva.
Le dernier jour à Sarajevo nous a servi de la pluie. Nous retournions à l’appartement chercher les sacs à dos pour continuer notre route vers Belgrade lorsqu’une violente tempête s’est déchaînée sur la ville et il s’est mis à pleuvoir des cordes. Nous attrapions un taxi sur le pont sur lequel le prince autrichien Franz Ferdinand a trouvé la mort en 1914. Par la suite, ce malheureux événement a donné lieu à la Première Guerre mondiale. Nous sommes rentrés à cinq dans une Ford cabossée, encore une fois un peu illégalement. Le chauffeur presse : » plus vite, plus vite, la police !!! » Notre petite expérience des taxis Balkans montre clairement un fait : les ceintures ne sont qu’un ajout superflu à la voiture. Le plan était comme suit : chercher les bagages à l’appartement et aller à la gare. On ignore pourquoi Seb envoie au chauffeur un message erroné : « À la gare, s’il vous plaît »! Ok, Ok, pige le pilote, qui ne parle pas un mot en anglais. Seb corrige son erreur « eghhh, d’abord à l’hôtel, puis à la gare ». A ce moment, je cherche fébrilement l’adresse exacte de l’hébergement sur mon téléphone. Le chauffeur impatient commence à crier par-dessus son épaule dans ma direction: » l’adresse, l’adresse !!! » Je retourne les pages stressées et je ne trouve pas l’adresse de notre Airbnb… La pression dans la voiture monte. Seb guide le conducteur grosso modo avec les gestes, mais celui-ci exige toujours plus de précision, grondant derrière le volant en gesticulant » l’adresse, l’adresse » !!! En parallèle, il klaxonne vivement les incapables de la route qui ne savent visiblement pas conduire. La situation est assez comique : les enfants s’étouffent de rire, et notre chauffeur, tel un pilote de Formule 1, fonce à travers la ville comme si c’était la dernière course de sa vie. Comme nous pourrons le constater plus tard, la vitesse excessive est une caractéristique commune des taxis balkans. Mais je ne peux pas le contredire: il y a de l’adrénaline, les enfants rient et moi j’essaie de les attraper par la manche pour qu’ils ne tombent pas de la voiture;) Quand nous arrivons à destination number one (airbnb), taxi man a regardé d’un mauvais œil nos bagages, car il en avait probablement marre de ces touristes capricieux. Après avoir entassé les sacs à dos dans la voiture, nous avons poursuivi notre chemin sous le ciel éclairci de Sarajevo.

Le voyage a commencé par une voiture pleine qui allait à toute vitesse à la gare… donc c’est visiblement le fil conducteur de votre voyage 🤣🤣🤣
J’aimeAimé par 1 personne