Fraternité au yaourt bulgare / Braterstwo w sosie bułgarskim

by Gosia&Seb, le 18/08/19

Regardez cette statue : majestueuse, digne, belle. C’est Sofia, qui règne sur la ville. La ville c’est elle.  L’une des plus anciennes capitales européennes, elle fut une cité importante durant l’Antiquité, la période romaine et le Moyen-âge. L’empereur Constantin hésitait à la choisir comme capitale de l’empire romain, comme « la nouvelle Rome » finalement optant pour Byzance, c’est pour vous dire…. La ville c’est avant tout d’innombrables églises orthodoxes, avec des couleurs vives et chaleureuses, et des icônes des saints. En y pénétrant on ressent un apaisement, on s’y sent libre et bien accueilli. En rentrant dans une église quasi vide, nous avons été témoin d’un sacrement (baptême, très probablement). Un prêtre donnait des ablutions  à un enfant, qui était dans les bras de sa mère, en présence de son grand frère. Rien d’autre, que le silence des vielles pierres, et de l’amour autour. En entrant dans une autre, nous sommes arrivés au moment d’un recueillement : dans une église assombrie, une mère veillait auprès d’un cercueil blanc, où reposait sa fille… Nous nous sommes retirés en silence… Quintessence de la vie ; ces lieux sacrés démontrent l’aspect spirituel bien palpable dans la cité. En se promenant dans la ville l’on se rend compte également de l’impact important du régime communiste en Bulgarie. Un grand nombre de monuments dédiés à l’Armée Rouge rappelle le passé soviétique. Le pays étant proche géographiquement de l’Union Soviétique, les habitants parlent encore aisément le russe à présent. Comme nous a expliqué notre hôte Sabina plus tard, à l’époque,  le vendredi soir à la télévision les programmes étaient diffusés en russe uniquement. Notre visite à Sofia a été relativement courte, il nous a échappé certainement d’autres joyaux de cette capitale charmante, où une certaine douceur de vie se dégage. A recommander vivement !

Spójrzcie na ten posąg: majestatyczny, dostojny, piękny. To Sofia, ktora włada miastem. Miasto, to ona. Jedna z najstarszych stolic europejskich, była ważnym punktem na mapie w starożytności, w okresie rzymskim i w średniowieczu. Cesarz Konstantyn wahał się, czy wybrać ją jako stolicę Cesarstwa Rzymskiego na „nowy Rzym”, ostatecznie decydując się na Bizancjum… Miasto to przede wszystkim niezliczone cerkwie, z całą paletą barw oraz ikonami świętych. Przebywając do cerkwi odczuwa się uczucie ukojenia i spokoju. Wchodząc do prawie pustego kościoła, byliśmy świadkami prawosławnego sakramentu (chrztu, najprawdopodobniej). Kapłan udzielał święcenia dziecku, które było trzymane w ramionach matki, w obecności swojego starszego brata. Nic poza ciszą starych kamieni i otaczającą ich miłością. Póżniej, wchodząc do innego koscioła, trafiliśmy na taką scenę : w zaciemnionym kościele matka czuwała wokół białej trumny, w której spoczywała jej córka… Wycofaliśmy się w ciszy… Kwintesencja życia ; te święte miejsca ukazują aspekt duchowy wyczuwalny w mieście. Spacerując po stolicy można też bardzo wyrażnie zdać sobie sprawę z wpływu reżimu komunistycznego na życie jej mieszkańców. Duża liczba zabytków poświęconych Armii Czerwonej przypomina sowiecką przeszłość. Miejscowi wciąż mówią biegle po rosyjsku. Jak powiedziała nam pózniej nasza koleżanka Sabina, w piątkowe wieczory telewizja nadawała programy wyłącznie w języku rosyjskim. Nasza wizyta w Sofii była stosunkowo krótka, z pewnością przegapiliśmy inne klejnoty tej uroczej stolicy, gdzie życie biegnie swoim spokojnym rytmem. Polecam gorąco!

Nous avons poursuivi notre route vers l’est. Sur notre périple bulgare nous rendions une visite à une amie de Lyon, Sabina.  En descendant du train à Levski, nous cherchions un transport pour nous rendre chez sa famille. J’interpelle un policier moustachu, visiblement étonné de notre choix de destination : « Gorsko Slivovo ? dit-il choqué. Pourquoi vous voulez allez à Gorsko Slivovo ?? Il vaut mieux aller à Kruchuna, où il y a des chutes d’eau ! » J’étais morte de rire, mais je tiens tête au monsieur le tovarish : et oui, oui, on va y aller ;)) Notre point de chute se trouvant dans ce petit village pommé, nous devions rejoindre la famille de Sabina dans un village voisin.  Ses parents : Monsieur George et Nadejde, est un couple charismatique qui parle toutes les langues : français, russe, bulgare, et que sais-je 😉 Sa sœur, son beau-frère et leurs enfants : Petra et Asen, Alexander (Sancho) et Martina puis Bertrand, Serge, Kalina, Féréol… Comment expliquer cette vitalité, envie de faire la fête, et communiquer à travers des cultures distinctes qui ne parviennent pas à nous séparer, mais au contraire, qui nous lient dans une union fraternelle ? L’émotion, le trouble, les larmes provoquées par un souvenir, une musique, un geste, cela se comprend au-delà des langues parlées. Par ailleurs, je l’ai ressenti très fort ; notre passé vécu sous le régime soviétique, en Bulgarie ou en Pologne, étant notre point dénominateur au-delà de la distance géographique. Des moments de rencontre, de partage, d’accueil chaleureux. Dans un recoin de campagne bulgare paisible, sous le ciel étoilé, nous avons goûté à l’hospitalité de nos hôtes en mangeant des plats traditionnels exquis, en buvant, dansant, chantant et riant…. Que du bonheur !

Kontynuowaliśmy dalej naszą podróż na wschód, aby odwiedzić koleżankę z Lyonu, Sabinę. Kiedy wysiedliśmy z pociągu na zapyziałej stacji w Levskim, szukaliśmy jakiegoś transportu, żeby dostać sie do jej rodzinnej wioski.  Zagaduję wiec wąsatego policjanta, wyraźnie zaskoczonego naszym wyborem miejsca docelowego: „ Gorsko Slivovo? mówi zszokowany. Po co chcecie jechać do Gorsko Slivovo ? Jedżcie gdzieś indziej, do Kruchuny na przykład, tam są wodospady! O tam, oj tam panie władzo, od razu się czepiać, nam naprawdę zależy;)) Rodzice Sabiny : Pan George i Nadejda, to charyzmatyczna para, która mówi chyba we wszystkich językach : francuskim, rosyjskim, bułgarskim 😉 Poznalismy też jej siostrę i szwagra : Petra i Asen, Alexander (Sancho) i Martina, był tez jej mąż Bertrand, i dzieciaki Serge i Kalina, oraz kolega Féréol …  Jak wytłumaczyć chęć porozumiewania się ponad różnymi kulturami, które nie dzielą, a wręcz przeciwnie, łączą nas w braterskim związku ? Emocje, łzy wywołane wspomnieniem lub gestem są zrozumiałe bez słów. Jeszcze jedno – poczułam to bardzo mocno ; nasza bułgarska i polska przeszłość pod reżimem sowieckim jest naszym wspólnym mianownikiem. W spokojnej bułgarskiej wiejskiej okolicy, pod rozgwieżdżonym niebem, smakowaliśmy gościnności naszych gospodarzy, jedząc smaczne tradycyjne potrawy, pijąc, tańcząc, śpiewając i śmiejąc się … Czego chcieć więcej !

La chance ne nous quitte pas cet été : après avoir quitté la famille de Monsieur George et Nadèjde, nous poursuivons vers le sud, voir une autre amie Bulgare, Dechka ! Nous avons atterri à Kran, dans une ville charmante, près de Kazanlak. Dechka avec sa fille Sofia, et une amie Nicole, qui revenaient pour passer des vacances dans sa ville d’origine, nous a ouvert sa maison et a raconté son histoire émouvante. Sa maison, gardée intacte, est un « vrai musée du passé communiste » comme elle dit 😉 Dechka, telle une gardienne d’histoire familiale, veuille à ses souvenirs, photos, jouets, meubles… On s’y introduit à pas de chat, ne voulant pas perturber l’ambiance silencieuse. Tout y demeure, paisiblement, gardant l’esprit et l’odeur du passé. N’empêche que nos garçons ont dormi dans la partie ancienne de la maison, dans la chambre de Dechka. La porte qui grince, une petite souri qui passe, les personnages des veilles photos semblent nous observer… quelle expérience ! L’histoire de Bulgarie est très riche, et complexe. Nous n’avons certainement pas tout compris, loin de là. Nous avons eu la chance de faire connaissance avec des voisins de Dechka, des Pomaks – Bulgares musulmans. Lorsque la Bulgarie faisait partie de l’empire ottoman, une faible minorité de Bulgares s’est convertie à l’islam. Comme nous a expliqué Dechka, ils ont été obligés d’accepter l’islam pour protéger leurs familles. En revanche, ils ont gardé leurs coutumes et leurs habitudes de vie. Une rencontre émouvante avec un couple âgé, où l’on a essayé de communiquer en mélangeant le russe, le polonais, le français. On se racontait des choses, sans forcement tout comprendre, mais l’envie était là ! Nous étions heureux, comme d’habitude, en se régalant de bons plats locaux, sans complexe et retenue 😉 Les enfants ont beaucoup joué avec Sofia, avec les jeux de société de l’époque. La région de Kazanlak est connue pour la culture des roses magnifiques. Nous avons visité le musée de la reine des fleurs, la rose. Des moments authentiques et émouvants.

Tego lata szczęście nas nie opuszcza: po wyjeżdzie od Sabiny udalismy się na południe, aby spotkac sie z inną Bułgarską kolezanka, Dechką! Wylądowaliśmy w Kranie, uroczej wiosce niedaleko Kazanlaka. Dechka, która wracała na wakacje do rodzinnej miejscowości ze swoja córką Sofią, zaprosila nas do siebie i opowiedziała poruszającą historię swojej rodziny. Jej dom, nienaruszony,  to „prawdziwe muzeum komunistycznej przeszłości”, jak ona sama mówi;) Dechka przechowuje tam wspomnienia, zdjęcia, zabawki, meble… Poruszaliśmy sie tam na paluszkach, nie chcąc zakłócać cichej atmosfery. Wszystko tam drzemie spokojnie, zachowując ducha i zapach przeszłości. Żeby nie było, nasi chłopcy spali w starym domu, w pokoju Dechki, gdzie drzwi skrzypia, harcują myszy, a ze starych fotografii spogladają na nas z wyższością przodkowie…. Historia Bułgarii jest bardzo bogata i złożona. Z pewnością nie wszystko z tego zrozumieliśmy, bynajmniej, ale mieliśmy okazję poznać sąsiadów Dechki, muzułmańskich Bulgarów – Pomaków. Kiedy Bułgaria była częścią Imperium Osmańskiego, niewielka mniejszość Bułgarów przeszła na islam. Było to wzruszające spotkanie ze starszą parą, podczas której próbowaliśmy się porozumiewać, mieszając rosyjski, polski, francuski. Gospodyni zadbała też o nasze podniebienia, kosztowalismy dobrych, lokalnych potraw, mmmm, niebo w gębie 😉 Region Kazanlak słynie z upraw róż. Odwiedziliśmy muzeum królowej kwiatów, róży. To byl bardzo dobry czas !

благодаря ви приятели за всичко !!!

7 commentaires sur “Fraternité au yaourt bulgare / Braterstwo w sosie bułgarskim

  1. L’âme slave dans ce qu’elle a de plus sincère : son authenticité, sa grandeur, sa folie, son goût des autres et son immense mélancolie. Avec en prime, l’impression de se trouver à vos côtés au carrefour des peuples. Merci pour ce beau reportage !

    Aimé par 1 personne

  2. Bonjour Sébastien et ta « petite famille »,
    Merci pour l’envoi de ton blog… tu me fais voyager avec vous…super…continue, il y a encore de la route à faire pour vous et de nouvelles rencontres. Est-tu déjà passé à Madagascar ?
    à bientôt pour la suite de votre périple.

    Aimé par 1 personne

  3. Les 2 personnes agees sont des turques colonisateurs et non plus des bulgares convertis en islam.la chanson n’est pas bulgare mais russe.le mosque est un bâtiment turque et pas bulgare.avant d’ecrire et publier quelque chose,vous etes obliger de vérifier les détails.

    J’aime

    1. Bonjour, lorsque vous évoquez les Turcs colonisateurs, ressentez-vous de la colère envers l’occupation ottomane de la Bulgarie ? Notre propos est de mettre l’accent sur ce qui rapproche les peuples mais bien sûr pas d’étouffer les blessures du passé. D’après nos recherches, les Pomaks sont bien des Slaves (comme nous l’avions écrit) convertis à l’Islam. La chanson est russe effectivement, mais l’énergie est bien bulgare : c’est ce qui nous intéressait dans cette rencontre.

      J’aime

Répondre à lespoustho Annuler la réponse.